piątek, 29 maja 2015

8. I’m giving up on you


Nie wiem co mnie obudziło. Chyba jakiś sen jednak nie byłem w stanie sobie go przypomnieć. Byłem zmęczony i niewyspany. Spojrzałem na budzik. Dochodziła 12 w południe. Spałem niewiele biorąc pod uwagę, o której się położyłem. To była aktywna noc. Zamknąłem oczy starając się poukładać sobie wydarzenia z wczorajszej nocy...a raczej poranka.
-Malfoy, powinniśmy już wracać- Tayler podszedł do baru, gdzie czekałem na Kate, która poszła do łazienki ogarnąć się po naszej małej przygodzie za klubem.
-Która godzina?
-Dochodzi 4 i lepiej wrócić zanim ktoś zorientuje się, że nas nie ma.
-Okej, wracajmy.
Pomachałem jeszcze do Meggie i ruszyłem za Zabinim w stronę wyjścia z klubu. W oddali zobaczyłem jeszcze wychodzącą z kibla Kate, ale szczerze mówiąc miałem głęboko w dupie co sobie pomyśli, kiedy mnie nie zastanie.
Wyszliśmy z klubu, gdzie już czekali na nas Cass i Albus. Było zimno i wietrznie jak przystało na jesienny Londyn. Zbierało się na deszcz, a ulice o tej porze były wyludnione.
-Wzięłam Twoja kurtkę z loży- Cass podała mi moja skórzaną, czarna kurtkę, która chętnie założyłem. Ciekawe, że wcześniej w tamtym zaułku nie czułem chłodu. Kąciki moich ust uniosły się nieznacznie do góry na wspomnienie tego miłego wydarzenia.
-No i co szczerzysz zęby Malfoy?- zapytał Albus- może wtajemniczysz gdzie zniknąłeś z tą małą?
-Powiem Wam tylko, że panienka ma zajebiste usta- zaśmiałem się.
Odpowiedział mi rechot moich kumpli.
-Ugh, jesteście obrzydliwi- zawyrokowała Cassandra.- Czemu faceci tak koniecznie muszą o tym opowiadać? Możemy już iść? Trochę tu zimno!
-No widzisz Cass- objąłem ją ramieniem, kiedy ruszyliśmy w dół ulicy aby znaleźć jakieś odpowiednie miejsce do teleportacji.- To jest totalnie nie nasza wina!
-A czyja? To Wy zawsze musicie chwalić się Waszymi podbojami! Nie znam dziewczyn, które robią w ten sposób!
-W sensie puszczają się czy o tym mówią?- zarechotał Zabini
Cass zmrużyła oczy, dobrze wiedziała do czego Tayler pije.
-Sami widzicie. Jak facet zalicza co tydzień inną laskę to jest zajebisty, a dziewczyna po prostu się puszcza! I gdzie tu sprawiedliwość?
-No wiesz skarbie. Dziewczyna nie powinna się puszczać na lewo i prawo. Faceci inaczej na to patrzą. Kiedy jest się takim dobrym zawodnikiem....- Taylerowi najwyraźniej spodobał się temat.
-Ten „dobry zawodnik” to jak rozumiem eufemizm dla „męskiej dziwki”?
-Uuuuu- zaśmiał się Albus- Uważaj Tay, wchodzisz na grząski teren z godnym siebie przeciwnikiem!
-Pffff.... Ona ma być niby dla mnie godnym przeciwnikiem? Potter chyba za dużo dziś wypiłeś! Temu panu już dziękujemy!
-Weź się już lepiej nie odzywaj Zabini- prychnęła Cass
-A tak swoją drogę Cassandro to jesteś bardzo ciekawą postacią! Możesz nam wyjaśnić jak to się stało, że z dziwki Malfoy awansowałaś na jego przyjaciółką?
Gwałtownie się zatrzymałem, wściekłość wystrzeliła w moich żyłach. Kątem oka zobaczyłem, że Cass pobladła. Usłyszałem jak Albus wciąga głośno powietrze.
-Coś Ty powiedział?- wysyczałem
-Ej stary, wyluzuj- Tayler wiedział, ze posunął się za daleko, ale teraz nie bardzo mnie obchodziły jego wyrzuty sumienia. Gniew krążył we mnie podsycany alkoholem- Naprawdę nie to miałem na myśli...
-Scorpius, wyluzuj, on nie chciał...- zaczął Potter wiedząc co się święci.
-Ale to powiedziałeś!- podszedłem do Zabinego. Nasze oczy były na tej samej wysokości.
-Słuchaj, nie chciałem tego tak ująć, dobra! Fakt jednak pozostaje faktem, że najpierw ją pieprzysz, a potem....- nie dałem mu dokończyć zdania. Moja pięść wylądowała na szczęce mojego przyjaciele z bardzo satysfakcjonującym dźwiękiem. Zabini zachwiał się pod wpływem ciosu i zrobił dwa kroki w tył. Chciałem to powtórzyć. Adrenalina pulsowała w moich żyłach.
Wtedy doskoczył do mnie Albus łapiąc mnie za ramiona i odciągając kilka kroków do tyłu.
-Malfoy, uspokój się!- Cass stanęła przede mną kładąc mi ręce na ramionach.-Nic się nie stało.- mówiła spokojnym głosem, który powoli uciszał mój gniew.- Nie czuje się urażona. Nie możesz bić swojego przyjaciela.- zamknąłem oczy starając się uspokoić. Ona miała racje. Zachowałem się jak fiut. Znowu.
Kurwa.
Warknąłem i wyrwałem się z uścisku Albusa. Poprawiłem kurtkę i podszedłem do Taylera.
-Przepraszam- wyciągnąłem rękę w jego kierunku. Ku mojej uldze złapał ją i potrząsną.
-Nie, to ja przepraszam. Za dużo wypiłem. Przepraszam Cass- teraz zwrócił się do dziewczyny ocierając jednocześnie krew z ust. Zauważyłem, ze rozwaliłem mu wargę.
-Luz- powiedziała dziewczyna- Jak chcesz to naprawię Ci usta.
-Dzięki, ale może w szkole. To nie jest najlepsze miejsce na czarowanie.
-Zmywajmy się stąd- mrukną Albus.
Szybko przeszliśmy na drugą stronę jezdni, gdzie znaleźliśmy małą zaciemnioną uliczkę. Teleportowaliśmy się do Hogsmade, a stamtąd już pieszo przez Wrzeszczącą Chatę dostaliśmy się na teren Hogwartu. Dzięki Mapie Huncwotów i zaklęciu kameleona bez przeszkód przeszliśmy do naszych dormitoriów.
-Możemy jeszcze porozmawiać?- Cass niepewnie przygryzła wargę patrząc na mnie. Zostaliśmy sami. Po tym jak zaklęciem naprawiła Taylerowi usta, chłopaki poszli do swoich komnat.
-Jasne, chodź do mnie- nie wiedziałem o czym dziewczyna chce ze mną rozmawiać.
-Napijesz się czegoś?- zapytałem, kiedy już siedziała wygodnie na moim łóżku.
-Nie dziękuję. Usiądź- wskazała na miejsce obok siebie.
-O co chodzi?
-Dobra Malfoy. Koniec tego ściemniania. Było fajnie, dobrze się bawiliśmy, ale skąd to wszystko?
-Nie rozumiem- uśmiechnąłem się uprzejmie udając, ze nie mam pojęcia o co jej chodzi.
-Pytam co się stało. I nie zbywaj mnie. Zdążyłam Cię już trochę poznać. Zostawiłam Cię na dziedzińcu z połową papierosa i Rose nieopodal. Chcesz mi powiedzieć, ze przez te pół godziny podziwiałeś pogodę?- ostatnie zdanie doprawiła dużą dawką ironii.
Wiedziałem, że prędzej czy później i tak to ze mnie wyciągnie, ale nie byłbym sobą gdybym miał ochotę się zwierzać.
-Tak dokładnie. Podziwiałem deszcz. To moje ulubione hobby ostatnio.
-To bardzo interesujące biorąc pod uwagę, że nie padało- prychnęła- Nie chrzań Malfoy. Gadaj co się stało!
Nie wiem od czego to zależy. Czy ta laska ma jakiś wyjątkowy dar przekonywania? Czy może to ze mną coś złego się dzieje? Tak czy inaczej po kilkusekundowej ciszy słowa zaczęły się ze mnie wylewać same. Opowiedziałem jej wszystko co zdarzyło się po jej powrocie do zamku.
Kiedy skończyłem siedziała z lekko rozchylonymi ustami.
-Zatkało Cię? Nie martw się, mnie wtedy też- zaśmiałem się gorzko. Byłem strasznie naiwnym kretynem wdając się w ten romans.
-To rzeczywiście dziwne- Cass pokiwała głową, ale jej wzrok był odległy. Widziałem, że myślami była gdzieś daleko. -Chodźmy spać- powiedziała nagle wstając.
-Możesz tu zostać jeśli chcesz
Posłała mi jeszcze delikatny uśmiech po czym po cichu opuściła pokój.

***
Podszedłem do stolika Ślizgonów i usiadłem między Cass a Albusem. Tayler siedział naprzeciwko czytając gazetę. Przywitali mnie jakimiś mruknięciami. Hmmm nie ma to jak przyjaciele.
Od czasu naszego wypadu do klubu minęło kilka dni. Mimo iż do dziś nie mogłem w to uwierzyć to chłopaki zaprzyjaźnili się z Cass. Cieszyłem się z tego. Moje życie wracało do normalności... no pomijając pewną wkurwiającą osobę, ale ją coraz częściej udawało mi się ignorować. Byłem z siebie dumny. Co dziwne robiłem to demonstracyjnie przy akompaniamencie prychnięć Cassandry. Ta blondyna coraz częściej działa mi na nerwy. Czasem wręcz miałem wrażenie, że przechodzi na ciemną stronę mocy, ale z drugiej strony wiedziałem, że nie ma na to szans. Zbyt dobrze znała moje uczucia żeby mi to zrobić.
Jadłem spokojnie śniadanie czytając książkę do eliksirów, kiedy za moimi plecami rozległ się wyjątkowo wkurzający chichot. Zignorowałem dźwięk dopóki nie usłyszałem swojego imienia.
-Scorpius- spojrzałem na Albusa skonsternowany. Chłopak pokazał głową na coś za nami. Odwróciłem głowę i dostrzegłem małą grupkę jakiś dziewczyn, które piszczały, chichotały i szeptały coś do siebie wgapiając się we mnie bezczelnie.
-Mogę Wam w czymś pomóc?- zapytałem głośno
Jedna z dziewczyn, z mocno kręconymi czarnymi włosami wyszła kilka kroków przed resztę
-Hej Scorpius, tak sobie myślałam.... może chciałbyś wybrać się ze mną na bal
-Czy my się w ogóle znamy?- uniosłem brew, byłem pewny, ze widzę te dziewczynę pierwszy raz w życiu
-Jestem Sara. Nie, nie znamy się, ale w sumie to nic nie stoi na przeszkodzie żeby się lepiej poznać, prawda?- koniuszkiem języka przejechała po górnej wardze.
Cass zaczęła nagle kaszleć, nie byłem pewien czy zadławiła się czymś na skutek tego co usłyszała czy po prostu maskowała śmiech. Nie dziwiłem się jej.
-Niestety jestem zmuszony Ci odmówić- siliłem się na spokój
-No trudno, może nasze drogi się jakoś jeszcze skrzyżują- Merlinie czy ona do mnie mrugnęła? Odeszła do koleżanek kręcąc biodrami. Gapiłem się na nią w lekkim szoku. Otrzeźwił mnie dopiero rechot chłopaków.
-No no, Malfoy masz wzięcie!- zaśmiał się Tayler
-Daj spokój. Ile ona miała w ogóle lat? 13? 14?- skrzywiłem się zniesmaczony- Gówniara
-Wyglądała na więcej- Albus zmarszczył brwi
-Gdyby była starsza znałbym ją. Przynajmniej z widzenia. Raczej kojarzę ludzi od rocznika Twojej siostry. Przecież nie umówię się na bal z jakąś siksą!
-A tak serio, to laska miała racje- we trójkę popatrzyliśmy na Albusa jak na kosmitę- powinniśmy w końcu zaprosić kogoś na ten bal.
Ugh... schowałem twarz w dłoniach.
-Jak myślicie? Jeśli złamie nogę to nie będę musiał tam iść?
-Wątpię. Lewis Cię wyleczy i każe iść. Nie odpuści Ci tego, bo jesteś prefektem.
Westchnąłem. Właśnie takiej odpowiedzi się bałem.
-A Wy macie już kogoś?-zapytałem przyjaciół
-Na oku- zaśmiał się Tayler i ku naszemu zdziwieniu mrugną do Cass
-Lecz się Zabini- mruknęła dziewczyna wracając do śniadania.
***
Czy dziewczyny naprawdę mogą mówić tylko o jednym? Osobiście uważam, że dyrektorka wiadomość o balu powinna ogłosić dopiero dzień przed. Te panny zachowywały się jak w jakimś amoku omawiając sukienki, makijaże, buty i Merlin raczy wiedzieć co jeszcze. Miałem ochotę pierdolić to wszystko i olać ten cały bal, ale moi (uwaga! Sarkazm) kochani przyjaciele cały czas twierdzili, że nie mogę tego zrobić jako prefekt. Pieprzyć tą odznakę! Jakim debilem trzeba być żeby dać ją komuś takiemu jak mnie? Wybacz, zapomniałem, że mówimy o Lewis.
-Malfoy!- odwróciłem się na dźwięk mojego nazwiska tylko dla tego, że wiedziałem z czyich ust wyszło.
Świetnie, o wilku mowa. Przywołałem uśmiech na twarz.
-Pani profesor, dzień dobry. Wolała mnie pani?
-Nie, skąd ten pomysł. Mówiłam do innego Malfoya. Przecież w tej szkole jest ich co najmniej setka!- machnęła ręką zniecierpliwiona.- Chciałam zapytać jak idą przygotowania do balu?
-Przygotowania?- uniosłem brew. Czyżbym coś przegapił?
-Tak Scorpius, przygotowania. Przygotowania TWOJEJ grupy, której miałeś DOPILNOWAĆ jako PREFEKT!- profesorka stawiała nacisk na poszczególne słowa dając mi jasno do zrozumienia, że jest wściekła. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę o czym ta kobieta mówi.
O kurwa.
No to jestem w dupie. Przecież nie wiedziałem mojej grupy od czasu... chyba kiedy mnie do niej przydzielono. Patrzyłem jak Lewis zaczyna przytupywać obcasem. Hmm no cóż, to może być ciekawy koniec mojego życia.
-Więc?! Ja czekam Scorpius.
-No więc...eee- nie wiedziałem nawet jakie kłamstwo mam wymyślić. Nie miałam nawet pojęcia czym miała się zajmować ta pieprzona grupa.
-Scorpius! Tutaj jesteś! Wszędzie Cię szukałam!- odwróciłem się nie wierząc własnym uszom. Nie zamieniliśmy ani jednego słowa od czasu incydentu w klasie, czyli od ponad tygodnia, a ona ma teraz czelność mnie wołać jakby nigdy nic?
-Po co- warknąłem. Bal, Lewis, jeszcze jej mi tu brakowało!
-Przecież sam chciałeś żebym przyniosła Ci końcowy plan projektu dekoracji w Wielkiej Sali żebyś mógł to sprawdzić zanim zaczniemy jutro dekorować- popatrzyła na mnie udając zdziwienie.
Świetnie. Teraz zdradziecka suka ratuję mi dupę. Co się kurwa dzieje z tym światem!?
-No tak- skoro sama zaczęła to szkoda nie skorzystać. Ostatnie czego teraz potrzebuję to szlaban.
-Zapomniałem już- wyciągnąłem dłoń po zeszyt, który mi dawała starając się aby przypadkiem nie dotknąć jej skóry. Brawo! Przynajmniej to mi się udało tego parszywego dnia.
-Bardzo proszę pani profesor. Tu ma pani szczegółowe informację na temat dekoracji- Lewis uniosła brew, kiedy chciałem podać jej notatnik. Doskonale wiedziała, że ta dziwka ratuje mi skórę, ale najwyraźniej wolała tego nie komentować.
-Nie spóźnijcie się na moją lekcje- machnęła ręką i odeszła szybkim krokiem stukając obcasami.
-Świetnie- mruknąłem i podałem Rose zeszyt. Musiałem iść jeszcze do dormitorium przed lekcją. Swoją drogą może zdążyłbym skoczyć do biblioteki.
-Jasne, nie ma za co- zatrzymałem się w pół kroku słysząc jej słowa. Odwróciłem się spoglądając na nią z niedowierzaniem. Kurwa, już zapomniałem jaka jest piękną.
Brawo Malfoy! Przywaliłem sobie mentalnie w ten głupi łeb.
-Czego chcesz?- powinienem był się zamknąć i nie reagować
-Uratowałam właśnie Twój tyłek więc wypadałoby żebyś mi podziękował.- skrzyżowała ręce na piersi i patrzyła na mnie z wyczekiwaniem.
Parsknąłem śmiechem.
-Podziękował? Za co niby? Za to, że podsłuchałaś moją prywatną rozmowę z Lewis i się wtrąciłaś?
-Nie wkurzaj mnie Scorpius! Dobrze wiesz, ze gdyby nie ja to zarobiłbyś miesięczny szlaban!
Kiedy ona stała się taka bojowa?
A zresztą, nie obchodzi mnie to.
-Straaaaaszne- odwróciłem się nie chcąc dłużej na nią patrzeć. W odpowiedzi usłyszałem prychnięcie i energiczne stukanie obcasów.


2 komentarze:

  1. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że wróciłaś ze świetnym rozdziałem! Pytanie tylko czy wrócisz też na T hd Story Of Us? / Wierna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku! Jak się cieszę, że nadal ktoś to czyta! Dziękuję Ci za to!
      Nie umiem Ci odpowiedzieć czy wrócę na "The Story". Niestety na razie nie mam nic nowego do tamtej historii. Jeśli natomiast chodzi o "Pamiętnik Scorpiusa" to ostatnimi czasy pisanie idzie mi całkiem nieźle, więc jest nadzieja na nowy rozdział w bardzo bliskiej przyszłości :)
      Pozdrawiam gorąco
      AnnMarie

      Usuń

My world

Instagram">

Obserwatorzy