sobota, 8 lutego 2014

3.Good girls love bad boys

 Tekst pisany kursywą to wspomnienia.
  Minął wrzesień. Październik przywitał nas słońcem, kolorowymi liśćmi i zimnymi porankami. Była to chyba najładniejsza jesień jaką przeżyłem w Hogwarcie.
W szkole nie działo się nic ciekawego. Slitherin prowadził w tabelach,  jeśli chodzi o punktacje. Wściekałem się , bo połowę tych punktów zdobywała ta suka. Powinienem się cieszyć, że mamy kogoś takiego w swoim domu, ale mówiąc szczerze, to krew mnie zalewała,  gdy tylko o niej myślałem.
Po dwóch tygodniach byłem w stanie wmówić sobie, że już jej nie kocham. Ta technika była świetna, gdy byłem obok niej. Wtedy lepiej mogłem sobie przypomnieć, co mi zrobiła. Oczywiście, wszystkie moje wmówione poglądy sypały się, gdy tylko na mnie spojrzała, gdy widziałem jej niebieskie oczy. Krótko mówiąc, ogradzałem się murem obojętności, którego nie potrafiłem utrzymać, gdy na mnie patrzyła. A patrzyła często. Podchodziła do mnie, prosiła, abym z nią porozmawiał. Ignorowałem ją lub byłem wredny. Złośliwy, zimny i obojętny. Prawdziwy Malfoy.
Ona zaprzyjaźniła się z moją siostrą. Przez to Julia też chciała mnie z nią pogodzić. 
Pewnego wieczora siedziałem w Pokoju Wspólnym i odrabiałem lekcje, gdy Julia do mnie podeszła.
-Musimy porozmawiać- powiedziała bardzo poważnym tonem.
-O czym?- spytałem podejrzliwie, ten ton mi się nie podobał. 
-O Rose.
-Nie- przerwałem jej zimno- nie rozmawiam o tej suce.
-Przestań tak o niej mówić! Ona cię potrzebuje!
Spojrzałem na jej twarz. Gościło tam jakieś przygnębienie. Nie mogłem zrozumieć dlaczego Julia tak bardzo się tym wszystkim przejmuje. Dobra, zaprzyjaźniła się z Rose, ale żeby od razu stawiać ją wyżej niż brata? 
-Mogła o tym myśleć, zanim zrobiła sobie ze mnie przygodę na wakacje.
-Ona tego nie chciała! Naprawdę! Nie mogła postąpić inaczej!
-A ty co? Jej adwokat? Weź się zajmij czymś pożytecznym.- rozejrzałem się po pokoju, szukając czegoś, czym mógłbym odwrócić jej uwagę. Wtedy zdałem sobie sprawę, że jesteśmy sami. Mój wzrok padł na wielki zegar stojący nieopodal. Dotarło do mnie, że chwilę temu zaczęła się kolacja. 
-Dlaczego nie jesteś w Wielkiej Sali?-zapytałem ostro. Przyjrzałem się jej dokładnie. Zapadnięte policzki i sine cienie pod oczami były widoczne mimo sporej ilości makijażu. 
-Co? O co Ci znowu chodzi?- jej postawa zmieniła się. Wyglądała na zmieszaną. Zaczęła unikać mojego wzroku.
-Dobrze wiesz o czym mówię! Dlaczego nie jesteś na kolacji?!
-Och! To nic, po prostu nie jestem jeszcze głodna. Ale zaraz tam pójdę...
-Ty nigdy nie jesteś głodna!- warknąłem.
Złość zaczęła buzować mi w żyłach. Zacisnąłem ręce w pięści starając się opanować. Wziąłem głęboki oddech.
-Nigdy nie jesteś głodna- powtórzyłem- To dlatego trafiłaś do tego pieprzonego szpitala! 
-Daj mi spokój! Nic mi nie jest!- w jej oczach błysnęły łzy. 
-Znowu zaczynasz!? Kurwa mać! Anoreksja to nie są żarty! Myślałem, że w końcu to zrozumiałaś! Chcesz tam wrócić!? - krzyknąłem, nie wytrzymując uderzyłem pięścią o szklany blat ławy, stojącej obok kanapy, na której siedziałem. Rozległ się stłumiony trzask. Spojrzałem w dół. Na szybie pojawiły się liczne pęknięcia w miejscu, w którym wylądowała moja pięść.
Szloch siostry sprawił, że uniosłem wzrok. Płakała. Kurwa. Nawet własną siostrę muszę doprowadzić do płaczu. Przeczesałem włosy z frustracją. 
-Chodź tutaj- zagarnąłem jej drżące ciało. Wtuliła twarz w moje ramię, mocząc łzami moją koszulę. Czułem się jak kompletny dupek. 
-Cicho, wszystko będzie dobrze, obiecuję- pogłaskałem ją po blond włosach. Odsunęła się ode mnie na odległość ramion.
-Obiecujesz? Scorpius, ja nie chcę tam wracać!
-Nie wrócisz. Poradzimy sobie. Tylko musisz postępować tak jak Cię nauczyli. Musisz jeść! Błagam Cię, Julia, nie zniosę jeśli coś Ci się stanie. 
Kolejne łzy wypłynęły z jej oczu. Ponownie się do mnie przytuliła. Poczułem ulgę, kiedy zaczęła się powoli uspokajać. 
-Wszystko w porządku?- cichy, dobrze znany mi głos sprawił, że poderwałem gwałtownie głowę. 
Cudownie. Tylko jej tu brakowało. 
Julia podniosła się przecierając oczy. 
-Wszystko w porządku.- uśmiechnęła się do Rose.
-Martwiłam się. Nie przyszłaś na kolację...
Sposób w jaki wymówiła ostatnie słowo... Kurwa mać. Ona wie?! Ze wszystkich swoich przyjaciół Julia powiedziała akurat jej? Były aż tak blisko!? 
-Zaraz idę. Poczekasz na mnie? Pójdę tylko poprawić makijaż.
-Jasne, poczekam tutaj.
Kiedy Julia zniknęła na schodach prowadzących do dormitorów zdałem sobie sprawę, że po raz pierwszy od wakacji jestem z Rose sam. 
-Krwawisz- poczułem jej dłoń na swoim ramieniu. Usiadła przy mnie i sięgnęła po moją dłoń.
-Nic mi nie jest- warknąłem, gwałtownie cofając rękę. Jeszcze brakuje, żeby mnie dotknęła. 
-Przestań zachowywać się jak dziecko- syknęła ze złością- Trzeba to opatrzeć! 
Sarknąłem, ale pozwoliłem jej ponownie sięgnąć po moją okaleczoną dłoń. 
W ciszy wyciągnęła różdżkę, wyczarowała bandaż, gazę i jakiś płyn, którym przemyła ranę. 
-To Twój nowy sposób na radzenie sobie z gniewem? Niszczenie mebli?- na jej ustach zamajaczył uśmieszek. 
-Wiesz?- zapytałem zamiast odpowiedzieć.
-O czym?
-O mojej siostrze. 
Przeniosła swoje oczy na moją twarz. Przełknąłem ślinę. 
-Wiem. Zwierzyła mi się. Zaczęłam się domyślać już wcześniej, ale nie chciałam nic od niej wyciągać. Czekałam, aż sama mi powie. Staram się ją pilnować, ale to nie zawsze jest proste. 
Spuściłem głowę, zaciskając ręce. Poczułem ból w tyle co opatrzonej ranie.
-Scorpius- chwyciła moją zabandażowaną dłoń. Momentalnie poczułem, jak złość odchodzi. To niesamowite jak działał na mnie jej dotyk.- Poradzimy sobie. Julia jest silna, a co najważniejsze, ona sama chce wyzdrowieć. Damy radę.
Skinąłem głową. Znów na nią spojrzałem. Była tak blisko. Poczułem zapach bzu. Kojarzył mi się z latem i słońcem. Przeniosłem wzrok na jej pełne wargi. Przygryzła je, niepewna mojego zachowania. 
To było silniejsze ode mnie. Uniosłem dłoń, aby dotknąć jej policzka. 
-Jestem gotowa- głos Juli sprawił, że odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni- Przepraszam- powiedziała cicho, najwyraźniej stwierdzając, że coś przerwała. 
Byłem jej wdzięczny i wściekły jednocześnie. Wstałem szybko.
-Wszystko w porządku. Możecie już iść- powiedziałem modląc się, aby mój głos nie zadrżał. 
Rose spojrzała na mnie smutnym wzrokiem. 
-Chodźmy.
Opuściły pokój w ciszy. Opadłem na kanapę zakrywając oczy ręką. Po chwili wstałem i jednym zaklęciem naprawiłem stolik. Z kieszeni wyciągnąłem papierosy i odpaliłem jednego, starając się uspokoić w jedyny, znany mi, bezbolesny sposób.


(Rose)
Szłyśmy z Julią w milczeniu. Każda z nas była pochłonięta swoimi myślami. 
Nie mogłam uwierzyć, że udało mi się porozmawiać ze Scorpius'em. To była taka miła odmiana, kiedy nie warczał na mnie i nie szydził. Cóż, nie był też miły, ale wiedziałam, że nie powinnam liczyć na więcej. Skrzywdziłam go i doskonale zdawałam sobie z tego sprawę, chociaż on nigdy by tego nie przyznał. 
-Dlaczego nie odpuścisz sobie mojego brata?- głos Juli wyrwał mnie z zadumy. 
Dobre pytanie.
-Kocham go- powiedziałam pewnie- Ale jestem zbyt samolubna, żeby go zostawić. 
-Ale on na to kompletnie nie zasługuje! Jest zimnym, aroganckim dupkiem bez serca. Nie rozumiem tego, Rose.- pokręciła głową pełna dezaprobaty. 
-On potrafi kochać. Wierz mi- uśmiechnęłam się delikatnie, przypominając sobie nasze wakacje- Nie jestem tylko pewna, czy nadal żywi to uczucie względem mnie. Ale nie oczekuje od niego, że znów mnie pokocha. Chciałbym tylko żeby mi wybaczył.- westchnęłam. Wiedziałam, że nie mogę liczyć na nic więcej. Nawet jeśli by mi wybaczył, to wcześniej czy później dowiedziałby się prawdy. 
-Czy on zawsze taki był?-zapytałam, chcąc trochę zmienić temat- Chodzi mi o te jego problemy z gniewem.
-O tak. Zawsze miał problem z kontrolowaniem się. Rodzice próbowali wielu sposobów, żeby go uspokoić, ale nie było łatwo. Nieraz udawało mu się coś zniszczyć, chciał się wyładować. Bardzo często wdawał się w bójki. Nie mogę uwierzyć, że tego nie zauważyłaś. Spędziłaś z nim prawie dwa miesiące. 
-Pięć tygodni- poprawiłam ją- I przy mnie nie był nigdy agresywny. 
Ale czy na pewno? 
Przypomniałam sobie jedną z sytuacji na wakacji.

-Hej laleczko! Może masz ochotę się zabawić?
Przeszły mnie ciarki, kiedy poczułam dłoń zaciskającą się na moim ramieniu. 
-Nie.... Emmm, przepraszam, jestem tu z chłopakiem- odwróciłam się w stronę, z której dobiegał głos. Stanęłam twarzą w twarz z wysokim, postawnym gościem. Na pierwszy rzut oka było widać, że jest niebezpieczny. Był nieogolony, długie włosy miał ściągnięte w kucyk. Odkryte ramiona pokrywała masa mrocznych tatuaży. Śmierdział potem i był wyraźnie pijany. 
Zaczęłam żałować, że poszłam na spacer w kierunku przybrzeżnych barów, zamiast w stronę klifów, gdzie zwykłam chodzić. Mogłam przynajmniej poczekać na Scorpius'a, który grał z kumplami w karty. Prosił mnie, żebym zaczekała jeszcze ten kwadrans, to skończy i pójdzie razem ze mną. Nie chciałam, żeby przerywał grę, a jednocześnie nie chciałam na niego czekać. Zapewniłam go, że nic mi nie będzie, wzięłam telefon i wyszłam. Teraz za to płacę. Pięknie. Po prostu cudownie. Czy ja się kiedyś nauczę!
-Jakoś go tu nie widzę- zaśmiał się chłopak obok mnie- No dalej co Ci szkodzi.- zaczął się do mnie przybliżać. 
Próbowałam się wyrwać, więc popchnął mnie na ścianę jednego z baru. Iskry bólu przeszły przez moje ciało, kiedy zderzyłam się z zimnym kamieniem, a do oczu napłynęły mi łzy. Poczułam na szyi jego obleśne pocałunki. 
-Pomocy!-krzyknęłam, jednak wiedziałam, że to na nic, w pobliżu nikogo nie było, a z baru obok leciała głośna muzyka. 
Facet zaczął podciągać moją spódnicę. Starałam się mu wyrwać i nagle jego ciężar zniknął. Otworzyłam szeroko oczy, nie wiedząc co się dzieje. W następnej sekundzie usłyszałam głuchy odgłos uderzenia. 
Scorpius siedział okrakiem na tamtym kolesiu i okładał go pięściami. Nigdy go takiego nie widziałam. To nie była złość. To nie był gniew. To była furia. Jego oczy błyszczały niebezpiecznym blaskiem, kiedy zadawał kolejne precyzyjne ciosy. 
-Victoria, Victoria!- ktoś mną potrząsnął. 
Tayler.
-Wszystko w porządku? Nie odbierałaś telefonu. 
-Zrób coś- błagałam, nie mogąc oderwać wzroku od Scorpius'a- Tayler, niech on przestanie!- krzyknęłam 
Brunet nie czekał. Natychmiast podbiegł do przyjaciela, odciągając go od nieprzytomnego mężczyzny. Widziałam, że ma z tym problem. 
-Stary, uspokój się! Już wystarczy- trzymał wyrywającego się blondyna za ramiona. 
Nagle Scorpius wyrwał się z jego uścisku. Tayler uniósł ręce dając mu do zrozumienia, że nic mu nie zrobi. 
Malfoy przeniósł swój wzrok na mnie mierząc mnie od stóp do głów. Zdawałam sobie sprawę, że muszę wyglądać na przerażoną i zaszokowaną, ale nie byłam w stanie zrobić nic, by to ukryć. Scorpius odwrócił się na pięcie i odszedł w kierunku domków. Dopiero to mnie otrzeźwiło. Zawołałam go, ale się nie odwrócił. Spojrzałam na Tayler'a, ale ona jedynie pokręcił głową. 
Pobiegłam za Scorpius'em. Wpadłam do jego domku, a potem do jego pokoju. 
Był tam. Stał przy ścianie opierając się o nią dłońmi. Szczękę i powieki miał zaciśnięte. Na jego knykciach dostrzegłam zaschniętą krew. 
-Odejdź, Victroia. Wiem, że się mnie boisz- wychrypiał. Przeszedł przez pokój i podszedł do umywalki, aby umyć ręce.
Skonsternowana ściągnęłam brwi. Bać się? Jego?
-Scorpius- szepnęłam. Podeszłam do niego kładąc mu rękę na ramieniu- Nie mogłabym się Ciebie bać.- odwrócił się gwałtownie. Widziałam zaskoczenie i niedowierzanie malujące się na jego twarzy. 
-Uratowałeś mnie, dziękuję. 
-To się nie powinno było stać!- czułam jak złość znów przejmuje nad nim kontrolę.- Czy nie mogłaś mnie posłuchać chociaż ten jeden, pierdolony raz, kiedy prosiłem, żebyś na mnie zaczekała?!
-Przepraszam- powiedziałam głośno
-Nie masz za co przepraszać- warknął
-O co Ci chodzi?- złość zaczęła budować się również we mnie.
-O nic- odwrócił wzrok.
I wtedy zrozumiałam. On się obwiniał o to, co mi się przydarzyło. Ale to nie była jego wina. To nie była niczyja wina. 
Musiałam go o tym przekonać. Musiałam go uspokoić.
Delikatnie chwyciłam go za policzki, zmuszając, żeby na mnie spojrzał. Uczynił to niechętnie. 
-Scorpius- zaczęłam powoli, aby dobrze mnie zrozumiał- To nie jest Twoja wina. Rozumiesz?
Nie odpowiedział. 
Stanęłam na palcach i pocałowałam go delikatnie. Odpowiedział na mój pocałunek, na co odetchnęłam z ulgą rozchylając wargi. Zaczęliśmy całować się z większą pasją. Odsunęłam się od niego, aby ściągnąć jego podkoszulek, a on zrobił to samo z moją sukienką. Całował mój dekolt i obojczyki, co jakiś czas przygryzając lekko skórę. Wsunęłam mu dłonie we włosy, odchylając głowę do tyłu i przymykając oczy z przyjemności. 

-Faktycznie. Może miał takie napady, po prostu inaczej sobie z nimi radziliśmy- powiedziałam rumieniąc się delikatnie. 
Julia spojrzała na mnie i uniosła ręce do góry w geście pt. „wolę nie wiedzieć'. Zaśmiałam się, a Julia po chwili dołączyła do mnie. 


         

 Kochani!
Przepraszam za zwłokę, ale były małe opóźnienia z betą. 
Kolejny rozdział w przyszłym tygodniu.
Cieszcie się resztą weekendu!
Love
AnnMari

1 komentarz:

My world

Instagram">

Obserwatorzy